Trzeci dzień pobytu w Yodze zaczął się bardzo wcześnie gdyż już o 5 rano mieliśmy wyjazd z pod hostelu na wycieczkę do dwóch świątyń - Borobudur i Prambanan. Z lekka jeszcze zaspani ruszyliśmy w podróż wraz z dwójką poznanych dzień wcześniej Polaków. Podczas jazdy każdy jak może nadrabia braki snu, gdyż później czeka nas pełen historii i magii spacer.
Borobudur nazywany jest Górą Bogów. Jest to pagórek pokryty kamienną konstrukcją zbudowaną w VIII w. - świątynia Buddy. Budowla ta wznosi się na pięciu kwadratowych i trzech okrągłych tarasach. Na szczyt świątyni prowadzą cztery ciągi schodów, a my wspinając się na każdy z kolejnych tarasów możemy podziwiać nieskończone ilości płaskorzeźb. Na samej górze budowli znajdują się 72 kamienne posągi buddy zamknięte w ażurowych dzwonach - tzw. dagobas. Tylko jeden z dzwonów nie posiada Buddy, co wskazuje że budowla nie została ukończona.
Klimat tego miejsca jest niesamowity. Jest poranek, słońce już wstało ale dopiero leniwie przebija się przez chmury, a budowlę spowijają mgły. Miejsce na wskroś magiczne. Spacerujemy, robimy zdjęcia i wsłuchujemy się w okolicę.
Z nami coraz więcej turystów. Miejscowa ludność w ilościach niezliczonych w postaci wycieczek szkolnych oraz wielkich rodziny przybywają do Borobudur w granicach godziny 8.00 I wtedy Ci z nieświadomych białych ludzi zostają napadnięci przez zgraje dzieci. Każde dziecko, a nawet ich nauczycielki chcą mieć zdjęcie z białym. Przez chwilę można poczuć się niczym gwiazda rocka! I nie jest to uczucie godne pozazdroszczenia ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz