piątek, 23 kwietnia 2010

Jawa

Musze przyznac, ze troche sie opuscilismy z pisaniem na blogu, ale z w wyniku zbyt wielu wrazen i zdecydowanie za malo czasu:)

Jawe mamy juz za soba, zjechalismy wyspe z zachodu na wschod, odwiedzajac po drodze najwieksze miasta, widzielismy wioski, bylismy na plantacjach kawy, cynamonu, gumy, wspinalismy sie na wulkan. Wszystko jest takie inne niz u nas, takie egzotyczne. Na kazdym kroku jest cos nowego. Ale od poczatku :)

Z Singapuru przylecielismy do Jakarty, gdzie czekalismy ponad dwie godziny na wize. Wygladalo to tak, ze najpierw byla ogromna kolejka do "kasy", nastepnie czekalo sie w jeszcze dluzszej (i posuwajacej sie w slimaczym tempie) kolejce, na koncu ktorej robiono zdjecie, brano odcisk kciukow, dwoch dloni. Zrobila sie pozna noc, wiec poprosilismy taksowkarza, zeby zawiozl nas w miejsce, gdzie mozna znalezc, jakis hostel. Powiedzial, ze zawiezie nas do turystycznej dzielnicy. Delikatnie mowiac, nie byl to zbyt urodziwy kurort:)






Po bezskutecznych poszukiwaniach noclegu stwierdzilismy, ze i tak mamy o 8 pociag do kolejnego miasta, wiec lepiej bedzie jak poczekamy na dworcu. I tak tez zrobilismy, i powiem Wam, ze dworzec oferowal wieksze luksusy niz na "turystyczna dzielnica".

Noc minela nam spokojnie, rano wsidlismy do pociagu ktory mial w 5 godzin dowiezc nas do Yogi - kolejnego miasta na naszej trasie. Oczywiscie jechal prawie dwa razy dluzej. Widoki za oknem robily ogromne wrazenie (jak tylko bedzie mozliwosc, wrzucimy pare zdjec).




 
Na kazdym dworcu do pociagu wbiegalo tysiac osob, ktore probowaly sprzedac najrozniejsze rzeczy. Jakos udalo nam sie dotrzec do Yogi, ktora byla juz napierwszy rzu oka zupelnie inna. Mowi sie,ze to taki "indonezyjski Krakow". Rzeczywiscie, bardzo przyjazne miasto, duzo studentow, tak samo duzo naciagaczy i handlarzy WSZYSTKIM. W miedzyczasie odwiedzilismy wspaniale miejsca - najwieksze swiatynie hinduistyczne i buddyjskie, ale o tym dam opowiedziec Asi albo Sewerynowi :)

Po Yodze przyszedl czas na kolejne miasto, tym razem na polnocym wschodzie wyspy. Surabaya - mozna powiedziec, centrum biznesowe Indonezji. My pojechalismy tam na uniwersytet, porozmawiac ze studentami, wladzami uczelni, wszystko sie udalo jak chcielismy, wiec moglismy jechac dalej.












W zwiazku z tym, ze mielismy juz dosyc wielkich miast, pojechalismy na wschod wyspy, do malego portowego miasteczka (wlasciwie wioski), skad wyruszylismy w gory, odwiedzic plantacje kawy, cynamonu, gumy. Drzewo cynamonowe zdecydowanie mnie rozczarowalo swoim niepozornym wygladem, ale mimo to pieknie pachnie (zabralam kawalek kory jako dowod :) ).
Plantacja gumy

Tak oto zbiera się gumę!

Zaschnięty kawałek gumy

Kawa

Nasz przewodnik Leo na plantacji kawy

Przy drzewie cynamonowym

Liść i kawałek kory drzewa cynamonowego


W gorach odwiedzilismy wioske, w ktorej mieszkaja pracownicy plantacji (i w tym przypadku mam nadzieje, ze uda sie nam wrzucic zdjecia). Stamtad, o swicie, wyruszylismy na wulkan Ijen, na ktorego szczycie, w kraterze jest przecudownie turkusowe jezioro. Mowie Wam - cudo!





Niestety nie wszystko, co tam zobaczylismy bylo takie piekne, poniewaz w kraterze tego wulkanu jest kopalnia siarki i codziennie kilkudziesieciu mezczyzn nosi wydobyta (tez rekoma) siarke na dol, jakies 4 km. Nosza ja w koszach, ktore lacznie waza od 80 do 100 kg. Na dole, za tai kosz zarabiaja, w przeliczeniu na zlotowki, okolo 12 zl (przy dobrych wiatrach i naladowanym do pelna koszu). Zrobilo to na nas ogromne wrazenie.Chetnie napisalabym o nich cos wiecej, ale czas mnie goni, a chce naprowadzic Was na miejsce, w ktorym jestesmy obecnie.

Po wulkanie pojechalismy znowu do portowej wioski, skad "niby prywatnym minibusem" pojechalismy na Bali, do Denpasar, czyli stolicy wyspy. Minibus mial byc tylko dla nas i dla holenderskiego malzenstwa, ktore z nami bylo na wulkanie,ale okazalo sie, ze oprocz nas jedzie 5 osob, wszyscy z bagazami, dlatego w efekcie spedzilismy 4 godzin podrozy z plecakami na kolanach modlac sie, zeby przezyc, bo facet, nawet jak na tutejsze drogowe warunki, jechal jak wariat. Nasi znajomi z Holandii bardzo ale to bardzo sie bali, i jak tylko jechalismy do Denpasar, wysiedli, wobec czego nas kierowca postanowil i nas wywalic z busa, po klotni (my po angielsku, wszyscy pasazerowie, kierowca i z 5 taksowkarzy, ktorzy sie zbiegli po indonezyjsku) jednak udalo nam sie "przekonac" pana kierowce, zeby zawiozl nas na dworzec. Stamtad wzielismy bemo - czyli taki minibusik do Ubud, miasta, z ktorego do Was pisze. Mielismy w planach kilkudiowy rajd po wyspie, ale zmienilismy plany i jutro z samego rana jedziemy na wyspy Gili oraz Lombok, na wschod od Jawy. Tam pewnie nie bedziemy mieli internetu, bo na wyspach Gili nie ma nawet drog :), takze sadze, ze kolejna notka bedzie jak juz wrocimy znowu na Bali :)

Pozdrawiamy Was bardzo goraco!!

wtorek, 13 kwietnia 2010

Singapur - pozegnanie


Wlasnie jestesmy na lotnisku w Singapurze i czekamy na samolot do Jakarty, a lecimy Tiger Airways. Ostatnie dwa dni byly wypelnione atrakcjami od rana do samego wieczora. Odwiedzilismy cale centrum Singapuru wraz z centrum finansowym, little India, Chinatown, a takze po raz pierwszy wykapalismy sie w morzu na wyspie Santosa. Bylismy na Night Safari, w ogrodach chinskich i japonskich, w parku orchidei oraz w oceanarium. Wlasnie zaczyn sie nasz 'boarding' dlatego musimy leciec i dalsze wiadomosci beda juz z Indonezji!
Pozdrawiamy

sobota, 10 kwietnia 2010

Kuala Lumpur - kilka slow

Kuala jest brudne i pachnie 'ciut' gorzej w porownaniu do Singapuru. To tyle co warto napisac... ;)
A tak naprawde to wielkie miasto, mieszanka etniczna calej Azji, troche Europejczykow i Amerykanow, ale i tak bylismy atrakcja turystyczna dla miejscowych. Mielismy tylko 1,5 dnia na pierwsze zwiedzanie (wracamy na 3 dni w maju) i zdazylismy przejsc wiekszosc centrum, zrobic zdjecie przy Petronas Towers i sprobowac tutejszego jedzenia. Ciezko bylo sie przestawic na czas malezyjski, a dodatkowo nie przestawilismy czasu w komorce, przez co obudzilismy sie o 14.00 (w Polsce 8.00). Mamy nadzieje, ze w maju zwiedzimy to miasto dokladniej i bedziemy mogli opisac wszystkie wrazenia, poniewaz juz teraz jest ich wiele, a wciaz brak czasu na na ich spisanie...






Jednak od wczoraj jestemy juz w Singapurze, ktory zrobil na nas piorunujace wrazenie - pelno zieleni, czysto, malo terenu, ale bardzo przemyslana zabudowowa, wiec drapacze chumr nie przytlaczaja, a zdobia to miasto. I niesamowite jedzienie... :)
Wiecej o Singapurze napiszemy z Indonezji za pare dni!

Wczoraj jadac z Malezji do Singapuru dostalismy wiadomosci o katastrofie lotniczej. Ciezko jest nam o tym myslec bedac tak daleko od Polski, jednak sledzimy wszystko na biezaco, a informacje te pojawiaja sie w singapurskich mediach.

piątek, 9 kwietnia 2010

Kuala Lumpur

Kuala - metropolia, tloczna, glosna, parna, wielka, pelna zapachow, ciagle w biegu - kochamy ja! Spodobalo nam sie od pierwszego wejrzenia. Troszke juz widzielismy, wiecej zobaczymy potem. Wrzucimy Wam dwa zdjecia i idziemy spac bo u nas jest 1.54 a z samego rana jedziemy do Singapuru! Obiecujemy, ze stamtad napiszemy o Kuala wiecej!





Samoloty i inne przygody!

Po nudnym i standardowym locie wizzairem udalo nam sie dotrzec do Londynu -Luton i zaczela sie nasza dalsza przygoda na Heathrow. Po dotarciu na terminal 3 okazalo sie, ze linie Etihad zmienily terminal na 4. Po 8 h wedrowki ;) dotarlismy na terminal 4, a nastepnie ruszylismy w trase. Zanim wsiedlismy na poklad samolotu wykonalismy standardowa akcje obwijania bagazu w wielkich rozmiarow folie spozywcza zakupiona jeszcze w Polsce ;) Jan Niezbedny moze sie schowac:P Samolot Etihadu polecamy wszystkim i wszedzie! Wygoda, kulturka, dobre jedzenie i seans kinowy w jednym!

Okolo pierwszej w nocy czasu Zjednoczonych Emiratow Arabskich (w Polsce 22.00) dotarlismy na lotnisko w Abu Dhabi, gdzie wsrod szejkow i ich zon czekalismy na lot do Kuala Lumpur. Lot spokojny, moze dlatego, ze bylismy juz zmeczeni i spiacy...


W Kuala miotalismy sie miedzy stacja kolejowa a postojem taksowek. I oczywiscie zdecydowalismy sie na tansza opcje, czyli... taksowke! Kochamy malezyjskie taksowki:) I tym sposobem dotarlismy do naszego wspanialego hostelu Bedz KL w samym centrum Kuala!

wtorek, 6 kwietnia 2010

Gotowi do drogi!

Właśnie skończyliśmy spotkanie tuż przed wylotem do Indonezji. Już za 12 godzin będziemy wsiadać do samolotu w oczekiwaniu na przygody! Pierwszym przystankiem w locie do Kuala Lumpur jest Londyn, gdzie zmieniamy lotniska i mamy na to 5 godzin. Oby nie było mgły, a Wizzair się nie popsuł. Następnie z Heathrow lecimy do Abu Dhabi, stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich, a po dwóch godzinach udajemy się już bezpośrednio do stolicy Malezji, Kuala Lumpur. Planowane lądowanie markowych lini Etihad Airways to godzina 8.00 polskiego czasu. Kolejna porcja informacji już w czwartek!

sobota, 3 kwietnia 2010

Dlaczego Indonezja?


W dzisiejszych czasach odległości oraz różnice kulturowe w Europie zacierają się. Dzięki popularnym wśród studentów wymianom i wakacyjnym wyjazdom zarobkowym, kultura innych państw europejskich oraz życie studenckie w krajach Unii Europejskiej nie jest obce polskim żakom. Dzień typowego studenta w Polsce nie różni się znacząco od dnia studenta w Niemczech, Holandii czy Hiszpanii, ale czy oznacza to, że życie studenckie na całym świecie wygląda tak samo?


Chcielibyśmy zdobyć nadal pozornie niedostępną Azję południowo-wschodnią. Naszym celem jest obalenie stereotypów, poznanie życia studenckiego oraz kultury Indonezji a następnie podzielenie się naszymi wrażeniami z szerszą publicznością.


Decyzja o podróży do Indonezji może się wydać dość niespotykana, ale przemawia za nią wiele czynników. Kultura tego kraju jest dla Polaków oszałamiająca ze względu na jej bogactwo i różnorodność. Na terenie Indonezji zamieszkuje ponad 300 grup etnicznych, a w użyciu jest ponad 700 rozmaitych języków i dialektów. Nie bez powodu narodowe hasło Indonezji brzmi: „Jedność w różnorodności”. Mimo to przeciętnemu Europejczykowi kraj ten kojarzy się głównie z rajskimi plażami wyspy Bali. Poprzez swój wyjazd chcemy pokazać, że tego typu turystyczne wycieczki to nie wszystko, co ten kraj ma do zaoferowania. Gdyby na zwiedzanie każdej z indonezyjskich wysp poświęcić 1 dzień, podróż trwałaby 50 lat. Przez miesiąc chcemy odwiedzić 6 z blisko 18 tysięcy wysp Indonezji.